Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 276 030 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Wstępnie o mnie o o tym tutaj o!

sobota, 12 stycznia 2013 22:11

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

No to cześć. Jestę Veranai. Będe dodawać posty o treści rozdziałów fanfików. Będą opowiadały historię pewnej piętnastolatki i Jack'a Mroza.

Jak większość tego typu fanfików. Dodam jeszczę, że pojawić się mogą:
Zając, Zębowa Wróżka, Piaskowy Ludek i oczywiście Święty Mikołaj

(Nord). Posty nie będą dodawane codziennie. Z jednej przyczyny: po tygodniu albo dwóch moja wyobraźnia skończyłaby pracować. Niedługo pojawią się pierwsze rozdziały.


Podziel się
oceń
2
1

komentarze (5) | dodaj komentarz

1

piątek, 18 stycznia 2013 22:47

Zapowiadał się cudowny dzień. Padał śnieg, dzieciaki się bawiły, a ja? Ja siedziałam na ławce z kubkiem gorącej czekolady słuchając głośno muzyki. Miałam cóż… humor taki trochę kiepski. Nigdy nie przepadałam za zimą. Wolałam wiosenne poranki, i letnie wieczory. Chodziłam w tedy na ogniska z przyjaciółmi. Moja kuzynka, 5 lat młodsza Maedalia, przyjechała dzisiejszego  popołudnia. Nie zbyt za nią przepadam. Zjawia się głównie zimą, podnieca się ją. Ciągle powtarza, żebym polubiła zimę, bo jest dzięki jakiemuś… Jack’ owi Mrozowi. Kim do cholery jest Jack Mróz?

Pewnie wymysł ciotki, albo wuja. Zamknęłam oczy, zaczęła się moja ulubiona piosenka.  Nagle, poczułam, że ktoś rzucił mi śnieżką w twarz. Wystraszyłam się szczerze mówiąc. Wyjęłam słuchawki, wstałam i krzyknęłam w złości

- Które z was rzuciło we mnie śnieżką wy małe potwory! – Maedalia podskoczyła i zaklaskała.

- To żadne z nas Veranai. – powiedziała. Tylko, czemu jej nie wierzyłam?  Poszłam do domu. Zdjęłam kurtkę i buty. Poszłam na górę do swojego pokoju, trzasnęłam drzwiami. Żeby opanować nerwy włączyłam muzykę, a ona zahuczała w całym domu. Przebrałam czerwone jeansy na legginsy. Zaczęłam się rozciągać. Zrobiłam szpagat, stanęłam na rękach, ćwiczyłam układy taneczne, i wogule. Za miesiąc będę tańczyć w jednym z lepszych studiów. Muszę się zaprezentować jak najlepiej. Wyłączyłam muzykę. Wyjrzałam przez okno. Dzieci się skupiły przy małej różowej skulonej postaci. Krew mi z twarzy spłynęła. – Maedalia.! – wykrzyknęłam. Wybiegłam na dół w samej bluzce i legginsach. Na bosaka. Maedalia opierała łokcie o uda, a dłonie, palce splotła za głową.  – Maedalia, Mae, słońce co się stało? – potrząsałam dziewczynką. Ona tylko mamrotała – On niebawem wróci… - zastanawiałam się o kogo chodzi. Co za on. Wzięłam ją na ręce i wbiegłam do domu. Zdjęłam z niej kurtkę, buty i resztę. Położyłam kuzynkę na kanapie w salonie i przykryłam kocem. Mówiła coś o jakimś… Mroku, ale trudno było ją zrozumieć. Dzieciaki z podwórka zadzwoniły di drzwi. Zarzuciłam sobie koc na plecy i otworzyłam.  – Maedalia się źle poczuła. Raczej nie wyjdzie już dzisiaj. – Nie dopuściłam tych dzieci do słowa. Zamknęłam drzwi.  Maedalia usiadła. Spojrzała na mnie i powiedziała – Veranai, pokaż jak robisz szpagat i jak tańczysz Płomienne Anioły.

Jej głos wydawał się spokojny, spokojniejszy niż zwykle. Ale, przystałam na jej prośbę. Chwile się rozgrzewałam, rozciągałam. Zrobiłam szpagat, wstałam, zrobiłam go opierając nogę o ścianę. Stanęłam na rękach, zrobiłam szpagat w powietrzu. Maedalia zaklaskała. – Veranai, pokaż jak tańczysz! Proszę, proszę, proszę!

Spojrzałam na nią z wyrzutem. Powiedziałam – więc chcesz płonących aniołów tak? Dobra, ale tylko pół układu.

Licząc pod nosem do trzech, zatańczyłam. Była to również próba przed występem w studiu. Denerwowałam się potwornie. Występ miał być nadawany na żywo. Mój występ będzie jednym z wielu. Będzie to konkurs na tancerza roku.

- Pam pi ram parararam, dam di dum! O rzesz ty! – wpadłam na mamę, zakręciłam się w miejscu i upadłam na plecy. Zdyszana patrzałam na mamę, tatę i Maedalię. Cała trójka się ze mnie śmiała.

- Hahaha, no dobrze ty mój aniele. Idź już na górę. My z tatą poczekamy na ciocię i wujka.

Zirytowana poszłam na górę, zanim jednak zniknęłam w ciemnościach, krzyknęłam – Do zobaczenia, Mae!  


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (5) | dodaj komentarz

2.

piątek, 25 stycznia 2013 18:19

 

2.

Ranek jak zwykle ciemny i ponury.  Rozglądałam się popsutym pokoju, z nadzieją, że żaden Slender Man nie wyskoczy na mnie. Zapaliłam małą lampkę. Sięgnęłam do mojego tajnego schowka pod łóżkiem. Wyjęłam dużą księgę. Okładka miała kolor królewskiej purpury, a w rogach miała pozłacane kawałki metalu żeby się nie zaginały. Na środku widniał napis „Postacie i stwory mistyczno legendarne” .  Gładząc okładkę przypomniałam sobie w jaki sposób ją zdobyłam. Kiedy byłam z klasą na wycieczce trzy lata temu, zwiedzaliśmy stare kopalnie. Idąc jednym z korytarzy, potknęłam się o coś. Odruchowo się odwróciłam. Zobaczyłam ów czas, kawałek sznurka wystający z pomiędzy dwóch kamieni. Pociągnęłam go z całej siły, i otworzyłam zakopany pod ziemią schowek w którym była ukryta. Teraz kiedy patrzę na tą księgę mam wrażenie, że nadal nie zgłębiłam jej sekretów. Chociaż przez te lata uważnie ją studiowałam. Przypomniałam sobie, jak Maedalia wspomniała ciągle o Jack’ u Mrozie. Przekartkowałam strony. Znalazłam jedynie pustą stronę z podpisem u góry. „Jack Mróz” dalej był tylko napis „Nadal nic o nim nie wiem. Czekam na chwilę kiedy go spotkam, lub zobaczę w akcji. Muszę się dowiedzieć dlaczego akurat Mróz…”   Zmarszczyłam brwi. – Kim jesteś…- powiedziałam pół głosem. Wpatrywałam się jeszcze chwile w pustą stronę księgi. Poczułam powiew chłodu. Spojrzałam w stronę okna. Delikatne światło, pozwalało zobaczyć niewiele, ale i tak dostrzegłam piękne wzory na moich oknach. Jedno było całe nimi pokryte, na drugim był wzór na samym środku, ułożył się tak, że wyglądał jak świeży płatek śniegu. Sięgnęłam migiem po aparat i zrobiłam zdjęcie obu oknom. Mama weszła do pokoju. – Veranai, skoro nie śpisz to zejdź na śniadanie. Musimy odwieść cię jeszcze na zajęcia taneczne. – powiedziała spoglądając na mnie. Pokiwałam głową, a ona wyszła. Zapomniałam, że mam dziś zajęcia. Musiałam jeszcze spakować rzeczy. Czułam, że nie dam rady dziś na treningu. Byłam zmęczona. Prawie nie spałam.  Szybko się ubrałam i zeszłam na śniadanie. Mama jak zwykle już piła kawę. Kuchnia i salon były przepełnione jej mocnym zapachem. Lubię zapach kawy, ale w smaku już mniej. Obok mamy leżał talerz z przygotowanymi kanapkami. Usiadłam i odsunęłam talerz. – Gdzie tata? – zapytałam wbijając wzrok w blat. Mama odłożyła kubek. Poczułam na sobie jej spojrzenie. – Musiał wyjechać na parę dni. – odpowiedziała spokojnie. W jej tonie dało się usłyszeć zarówno spokój jak i smutek. Tata co chwile gdzieś wyjeżdżał, na tydzień lub dwa.  Poszłam na górę, nie ruszając śniadania. Weszłam do pokoju, kopnęłam drzwi i szybkim ruchem sięgnęłam po aparat. Przyglądałam się zdjęciom okien, wzorom które na nich były. Spojrzałam jeszcze raz na szyby. Wzory zniknęły. Czułam, że nie były przypadkowe. Czułam jakby pojawiły się za czyjąś sprawą… 


Podziel się
oceń
4
1

komentarze (3) | dodaj komentarz

niedziela, 17 grudnia 2017

Licznik odwiedzin:  1 200  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Archiwum

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 1200

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

abczdrowie